Błogosławiona Karolina
Pokaż menu

26-10-2018

Ewangelia wg św. Marka

Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! "Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Synu Dawida, ulituj się nade mną!" Jezus przystanął i rzekł: "Zawołajcie go". I przywołali niewidomego, mówiąc mu: "Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię". On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Powiedział Mu niewidomy: "Rabbuni, żebym przejrzał". Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

 ***

W spotkaniu Jezusa z Bartymeuszem, wołanie było bardzo głośne. Najpierw wołał on sam – o litość, wołali też ci, którzy szli z Jezusem, żeby umilkł, potem jego wołanie jeszcze bardziej się wzmagało. To wołanie poruszyło Jezusa i przywrócił Bartymeuszowi wzrok.

„Wołać” – to mówić głośno do kogoś, kto znajduje się daleko. Wołamy, gdy ktoś jest na tyle oddalony, że zwykłe mówienie nie byłoby słyszalne. Ślepiec wołał, bo może bał się, że w tłumie nie będzie słyszany. Wołał bo chciał, aby jego głos przebił się przez głosy innych. Prosił, błagał, nie dawał się uciszyć. Jego krótkie słowa stały się dla wielu niezwykłą modlitwą. Krótkie, ale bardzo poruszające wezwanie: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! weszło do tradycji szkoły modlitwy, w której wyraża się tęsknota, ale i potrzeba modlitwy nieustannej, w której centrum staje imię Jezus.

Każda okazja jest dobra, aby nauczyć się modlitwy. Pierwszym wskazaniem jest odkrycie potrzeby wołania do Boga. Bartymeusz wołał, bo wierzył, że Jezus może to uczynić i zdawał sobie sprawę ze swego położenia. Do modlitwy nie można przymusić. Modlić się trzeba chcieć. Potrafi to ten, kto wie, w jakiej sytuacji się znajduje i wie także, że Bóg może wszystko. Ale też modlić się trzeba i do modlitwy zachęcać i mobilizować.

Drugim wskazaniem jest nasza wiara w to, że zostaniemy wysłuchani. Bartymeusz wierzył i dlatego wołał. Nie wiedział, czy Jezus go wysłucha, ale nie ustawał i jego wołanie było naprawdę mocne. Ta nieustępliwość i pragnienie, by Jezus się przy nim zatrzymał, było znakiem wiary. Zadaniem człowieka jest się modlić. Do Boga przynależy dać to, co dla nas lepsze. Reszta jest kwestią wiary w miłość Boga, nawet gdy nie otrzymujemy tego, o co prosimy. Bartymeusz uczy nas również, że modlitwa to dobrze wykorzystany czas. Można zapytać: jak mamy otrzymać od Boga cokolwiek, jeśli do Niego nie wołamy? Brakuje nam czasu na modlitwę, a jednocześnie tracimy czas na rzeczy nieistotne. Ludzie, którzy się modlą, nigdy nie narzekają na brak czasu, nie tylko na modlitwę, ale na cokolwiek innego. Ci zaś, którzy nie mają czasu na modlitwę, nie mają go zwykle na nic. Wykorzystanie czasu na rozmowę z Bogiem przyniesie więcej korzyści i nigdy nie będzie straconym czasem. Natomiast brak modlitwy może być stratą szansy na spotkanie Jezusa i otrzymanie tego, czego pragniemy.

 

Bądźmy dzisiaj zachęceni do modlitwy. Powiedzmy sobie najpierw, że nie muszę – tylko chcę się modlić i bez względu na okoliczności uczynię wszystko, żeby to była moja modlitwa i moje wołanie. Bóg mnie nie musi wysłuchać, ale jeżeli to zrobi, to znaczy, że jest  to zgodne z Jego wolą. Powiedzmy sobie: mam czas na modlitwę i nie da się żyć bez modlitwy. Modlitwa jest spotkaniem człowieka i Boga. Możemy z Nim porozmawiać: mówić i słuchać. Wejść w dialog. Wtedy modlitwa stanie się naszym ocaleniem.

 

 

                                                                             

Fotoblog

Spacer wirtualny


Parafia


Dom w Wiśle

Kościół z lotu ptaka

Panorama

Siłownia

Grota solna